Zmiana rozmiaru tekstu:

Mariusz Jagielski

 

Katowice, dnia 31 maja 2017 r.

Szanowna Pani Profesor,

Szanowni Panowie Profesorowie,

uprzejmie dziękuję za zaproszenie do dyskusji na temat oceny aktualnych rozwiązań konstytucyjnych i ewentualnych ich zmian. Proszę mi wybaczyć, że nie wypełniłem załączonej do Państwa pisma ankiety; powody przedstawię w dalszej części mojej wypowiedzi. Mimo powyższego chciałem podzielić się z Państwem moimi refleksjami na temat demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, aktualnego kryzysu politycznego oraz znaczenia konstytucji w tym kontekście. Uważam, że wymiana poglądów stanowi jądro życia akademickiego i naukowego.

 

ROLA KONSTYTUCJI W PROCESIE KSZTAŁTOWANIA PORZĄDKU POLITYCZNEGO I SPOŁECZNEGO PAŃSTWA

Oceniając znaczenie konstytucji w ramach porządku ustrojowego państwa, należy zacząć od refleksji na temat funkcji konstytucji. W dyskusji publicystycznej często pojawia się porównanie roli, jaką konstytucja ma odgrywać w ramach systemu politycznego państwa do fundamentu, na którym opiera się budowla. Jest to, moim zdaniem, metafora z jednej strony nietrafiona, a z drugiej myląca. Patos powyższego określenia przesłania bowiem praktyczną naturę konstytucji, każąc widzieć ją nie w kontekście realizacji społecznych i politycznych wyzwań, ale jako element państwowej i narodowej mitologii. Tymczasem, w moim przekonaniu, ten akt ma spełnić bardzo konkretne zadania. Powinien wyznaczać dopuszczalne ramy działania organów państwowych i określić instrumenty uzgadniania politycznych i społecznych interesów oraz wartości obecnych w społeczeństwie.

Powyższe nie oznacza, że nie doceniam integracyjnego, wychowawczego i – szerzej – aksjologicznego znaczenia ustawy zasadniczej. Mają one bez wątpienia istotną społeczną wagę. Moje słowa należy rozumieć w ten sposób, że ocena użyteczności konkretnej konstytucji powinna zależeć od tego, czy stanowi skuteczny instrument ochrony demokracji i wspierania społeczeństwa obywatelskiego. Jeśli te cele są spełnione, to konstytucja niejako automatycznie wywiera pozytywny wpływ na sposób myślenia o państwie, czyli wypełnia funkcje aksjologiczne. Jeśli nie, to żadne zawarte w niej górnolotne deklaracje i zapewnienia nie będą niczym więcej niż tylko pustymi frazesami, a ich społeczne oddziaływanie czysto iluzoryczne.

Mój dystans do nazywania konstytucji mianem „fundamentu” spowodowany jest także tym, że to określenie prowadzi do przeceniania roli tego aktu jako instrumentu kształtującego społeczną i polityczną rzeczywistość. Ta ostatnia stanowi wszak wyraz aktualnego stanu procesów dziejowych, a zatem jest wypadkową całego szeregu czynników o charakterze cywilizacyjnym, historycznym, kulturowym, ekonomicznym, a nawet technologicznym. W niewielkim stopniu można nimi kierować za pomocą narzędzi prawnych. Oddziaływanie konstytucji na proces sprawowania władzy i funkcjonowania instytucji życia społecznego jest zatem, siłą rzeczy, zawsze mocno ograniczone. W moim przekonaniu, przy pomocy regulacji konstytucyjnych można zrobić niewiele więcej niż tylko zwalczać patologie i wypaczenia wynikające z niedoskonałości natury ludzkiej: hamować zapędy dyktatorskie zbyt ambitnych jednostek, równoważyć wpływy grup społecznych, które zyskały nadmierną siłę, ograniczać presję modnych ideologii, póki nie przejdą próby czasu. Słowem: widzę rolę konstytucji jako hamującą i korygującą, nie zaś kształtującą i progresywną. Dobrą konstytucją jest dla mnie taka, która tworzy zdrowe ramy dla działalności politycznej i życia społecznego, a nie taka, która ma być instrumentem inżynierii społecznej.

 

OCENA FUNKCJONOWANIA KONSTYTUCJI Z 2 KWIETNIA 1997 R. W LATACH 1997-2017

Zamieszczone wyżej rozważania są o tyle istotne, że pozwalają mi przedstawić kryteria, jakimi kieruję się, oceniając aktualne rozwiązania konstytucyjne. Ważne jest dla mnie to czy pozwalają one na przełożenie głosu wyborców na decyzje polityczne, tworzą właściwe ramy konkurencji politycznej i umożliwiają rozwój instytucji społeczeństwa obywatelskiego.

Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r. jest aktem prawnym stosunkowo nowym. Dwadzieścia lat jej stosowania zapewne nie pozwoliło jeszcze na ujawnienie się wszystkich jej zalet oraz mankamentów. Niemniej, już dzisiaj można pokusić się o dokonanie pewnych podstawowych ocen.

W okresie od 1997 r. do 2017 r. odbyło się 6 wyborów parlamentarnych, 4 wybory prezydenckie oraz 5 wyborów samorządowych; funkcjonowało 10 (lub 11, w zależności od tego jak liczyć) rządów. Organy te reprezentowały pełne spektrum poglądów politycznych występujących w społeczeństwie. We władzach były obecne zarówno lewica, jak i prawica, liberałowie i etatyści, partie typowo miejskie, jak i ludowe. Mieliśmy rządy o nastawieniu technokratyczno-elitarystycznym, jak i populistycznym.

Jednocześnie system polityczny wymuszał współpracę, kompromisy i ewolucję podmiotów politycznych. Zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym mogliśmy obserwować przemiany organizacyjno-instytucjonalne głównych aktorów życia politycznego, tworzyły się i upadały koalicje, przeżywaliśmy okresy kohabitacji.

Aktywną rolę polityczną i społeczną pełniły organizacje pozarządowe. W omawianym okresie wpływ na życie społeczno-polityczne wywierały tak rozmaite organizacje branżowe, jak i związki zawodowe oraz związki pracodawców. Niebagatelną rolę w życiu społecznym i politycznym odgrywał kościół katolicki. Mogliśmy też obserwować powstawanie ad hoc i spontaniczny rozwój licznych, niezinstytucjonalizowanych, inicjatyw obywatelskich. W sposób nieskrępowany działały media.

Jednocześnie Polska uniknęła poważniejszych kryzysów politycznych i społecznych. Żadna siła polityczna nie próbowała przejąć władzy środkami niedemokratycznymi. Nie było też przypadku odmowy oddania władzy przez ugrupowanie, które przegrało wybory. Nie odnotowano istotniejszych (w skali wyższej niż lokalna) zaburzeń społecznych. wskazujących na dysfunkcjonalność systemu politycznego: zamieszek, rebelii, rewolucji, czy buntów.

Powyższe prowadzi do wniosku, że w okresie 1997-2017 życie polityczne i społeczne toczyło się w Polsce zgodnie z regułami demokratycznymi. Bez wątpienia można wymienić cały szereg czynników, które się do tego przyczyniły, o czym wspomniałem wyżej. W kontekście omawianego zagadnienia istotne jest, że jednym z nich była konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. Ramy prawno-instytucjonalne, jakie stworzyła, a w obrębie których sprawowana była władza i toczyło się życie społeczno-polityczne, okazały się funkcjonalne i efektywne. Nie będąc kluczowym stymulatorem przemian demokratycznych w Polsce, konstytucja pozwoliła na ich przeprowadzenie, przyczyniając się do ich ewolucyjnego, pokojowego, przebiegu i nadając im zinstytucjonalizowany charakter. W mojej ocenie to dużo. W każdym razie, ja nie oczekuję od aktów prawnych niczego więcej. Oceniam konstytucję z 2 kwietnia 1997 r. jednoznacznie pozytywnie.

 

KONSTYTUCJA A MANKAMENTY SYSTEMU POLITYCZNEGO

To, co napisałem wyżej, nie oznacza, że nie zauważam mankamentów polskiego systemu politycznego i, szerzej, życia politycznego. Wręcz przeciwnie, postrzegam aktualną sytuację polityczną w kraju w kategoriach kryzysu. Nie uważam jednak, że winę za jego spowodowanie ponosi konstytucja. Raz jeszcze podkreślę, że, moim zdaniem, prawodawstwo w ogóle, a konstytucja w szczególności, mają bardzo ograniczony wpływ na jakość życia politycznego w państwie. Decydujące w tym względzie są czynniki pozaprawne – stopień identyfikacji obywateli z państwem lub brak takiej identyfikacji, ich poczucie „sprawstwa” lub „bezradności” w zakresie wpływu na tok spraw w kraju, poziom elit politycznych, a zwłaszcza ich skłonność do myślenia o państwie w kategoriach dobra wspólnego lub łupu politycznego, poczucie solidarności i wspólnoty społecznej, albo traktowanie społeczeństwa jako pola walki, a ludzi o innych poglądach jako wrogów. Oto czynniki, które, moim zdaniem, wpływają na sposób uprawiania polityki w państwie i tym samym decydują o jakości systemu politycznego.

W moim przekonaniu, mankamentów systemu politycznego należy upatrywać w oddziaływaniu tych właśnie czynników społecznych, a nie w regulacjach konstytucyjnych. Wręcz odwrotnie, konstytucja pełni w tym przypadku rolę korygującą i stabilizującą. Jak wykazało doświadczenie lat 1997-2007 mechanizmy zawarte w konstytucji z 2 kwietnia 1997 r. niejednokrotnie pomagały w rozładowywaniu konfliktów politycznych i napięć społecznych. Jeśli postanowienia konstytucyjne budziły polityczne kontrowersje, to nie dlatego, że utrudniały rozwiązywanie problemów, ale dlatego, że były nadużywane przez polityków. Tego jednak nie da się naprawić, zmieniając przepisy. Do tego trzeba przemiany w sposobie traktowania państwa przez jego elitę. Traktowanie zmiany konstytucji jako remedium na mankamenty systemu politycznego tworzy złudną nadzieję, że można znaleźć drogę na skróty, że zmiany przepisów pociągną za sobą uzdrowienie sytuacji politycznej. Nie pociągną, bo to nie one generują problem. Mogą jedynie doprowadzić do zaostrzenia konfliktu politycznego poprzez otwarcie kolejnego pola walki politycznej.

 

PODSUMOWANIE

  1. Jestem przeciwnikiem dokonywania zmian konstytucyjnych na aktualnym etapie rozwoju naszego państwa. Uważam, że konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. sprawdza się jako akt wyznaczający ramy sprawowania władzy i organizujący życie społeczno-polityczne. Mankamenty naszego życia politycznego nie wynikają z niewłaściwych regulacji konstytucyjnych i tym samym nie da się ich naprawić poprzez zmianę postanowień konstytucji. Kryzys polityczny ma podłoże społeczne i jego rozwiązanie jest możliwe jedynie w drodze dialogu społecznego, nie zaś poprzez zmiany przepisów ustawy zasadniczej.
  1. Jeśli konstytucja może przyczynić się do rozładowania aktualnego kryzysu politycznego, to jedynie poprzez uznanie trwałości zawartych w niej rozwiązań. Dialog społeczny jest możliwy jedynie przy zgodzie jego uczestników co do podstawowych reguł, według których ma być prowadzony. Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r. może odegrać rolę takiej właśnie podstawy. Jest ona w mojej ocenie pod względem aksjologicznym dobrze zbalansowana, stanowiąc kompromis pomiędzy głównymi występującymi w społeczeństwie nurtami ideologicznymi. Najlepiej świadczy o tym orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. Wypracowanie innej płaszczyzny porozumienia społecznego byłoby trudne i długotrwale, a sam proces jej uzgadniania generowałby kolejny konflikt. Byłoby to zatem działanie szkodliwe. Powyższa refleksja utwierdza mnie w przekonaniu, że obecnie konstytucji zmieniać nie należy.
  1. Możliwość zmieniania rzeczywistości społeczno-politycznej za pomocą zmian prawnych jest mocno ograniczona. Zmiana przepisów sama w sobie nie prowadzi do rozwiązania żadnego z występujących realnie problemów. Dotyczy to zwłaszcza zmian postanowień konstytucyjnych. Uważam, że instrumentem tym należy posługiwać się w sposób przemyślany, wyłącznie, gdy jest to uzasadnione koniecznością realizacji doniosłej potrzeby społecznej. Aktualnie nie widzę żadnego istotnego wyzwania społecznego, na które odpowiedzią mogłaby być zmiana konstytucji. W tej sytuacji opowiadam się za pozostawieniem obecnej treści postanowień konstytucyjnych bez zmian. Naturalnie, jeśli w przyszłości będziemy mieli do czynienia z zagadnieniem społecznym, którego rozstrzygniecie będzie wymagało modyfikacji treści ustawy zasadniczej, to będę zwolennikiem takiego posunięcia.

 

Z wyrazami poważania

Mariusz Jagielski

P.S. Mam nadzieję, że w świetle przedstawionego stanowiska staje się jasne, dlaczego zrezygnowałem z wypełnienia załączonej ankiety. Liczę, że forma wypowiedzi listownej znajdzie Państwa zrozumienie. Raz jeszcze dziękuję za umożliwienie przedstawienia moich poglądów. Możliwość taką bardzo sobie cenię, a jednocześnie traktuję w kategoriach swoistego obowiązku akademickiego. W związku z powyższym proszę potraktować moją pracę jako  działalność pro publico bono.

31.05.2017.MJ